Gadjo 3.0

Dzien grozy

Aparat pokazuje mi, ze moja 16GB karta jest skopana… Za chwile jest ok, potem znowu fail i znowu ok. Tak czy siak nie mozna juz jej ufac.

Na jednej z fot (o ile zaniebawem wrzuce te wlasciwe) jest “kopalnia” soli, ktora tu sie uzyskuje z takich plytkich basenikow przypominajacych troche pola ryzowe.

Rozni ludzie sie przyczepiali po drodze, z niektorymi posiedzialem laskawie przyjmujac dary glownie w postaci plynow, z niektorymi zajrzalem w fajne miejsca, do ktorych sam byc nie dotarl mimo, ze byly blisko centrum (tzn. moze bym i dotarl, ale gdzie sie nie ruszylem to wszyscy powtarzali, zebym tam nie szedl bo zli ludzie mieszkaja), a na koniec przyczepil sie koles z Emiratow, ktory wg tego co mowil pozwiedzal pare krajow europejskich, spedzil 13 lat w pace w Bangladeszu, gral na mistrzostwach w pilke w 2007 w Niemczech i jeszcze pare innych rzeczy. Nie bardzo wiedzialem co z tego jest prawda a co efektem troche zrytego beretu. Do tego jeszcze uslyszalem w jego wykonaniu jakis kawalek Michaela Jacksona (ktorego koles jest fanem) z beatboxowymi wstawkami i jakies “jou jou men czekiraut” z raperska choreografia. Troche dziwak. No ale kogo innego mozna sie tu spodziewac.

W zasadzie nie powinienem pisac nigdy “na koniec”, bo czasem wystarczy sie wychylic na zewnatrz zeby ktos kolejny zagadal.

Z jednym kolesiem, ktory przyjechal tu z Dhaki w interesach, umowilem sie na kolejny dzien na podroz na koniec swiata pol godziny od Teknafu (z ktorej jednak nic nie wyszlo) a potem 62letni pan wygladajacy jak Gandhi zadal klasyczne pytanie “Where do you belong to” po czym sie rozkrecil i pytal dalej przez kolejne dwie godziny. Ozcywiscie czestujaca herbatka itp, zeby nie bylo. Rowniez wielki fan Jacksona. Z duma opowiedzial jak to wyslal Jacksonowi bardzo wazny list z wielka doza szacunku. Nie pytalem czy dostal odpowiedz. Jak powiedzial, przez nastepne 1000 lat nie bedzie nikogo tak wielkiego jak M.J.

Na koniec (tym razem na prawde) trafilem dzisiaj na zawody zapasnicze z okazji bengalskiego nowego roku. Taka swiecka tradycja, turniej odbywa sie co roku, trwa tydzien, a gra nazywa sie “boliplej”, ale na moje laickie oko wyglada jak zwykle zapasy.

Spiker siedzacy kawalek za mna cos komentowal przez mikrofon, gdy w pewnych momencie z glosnikow uslyszalem glosne “brother brother please sit down” skierowane oczywiscie do mnie. Dostalem krzeselko, zostalem przy okazji pozarty wzrokiem przez cala publicznosc, ale jakos przezylem. Tylko z racji chmur bylo troche ciemno i ciezkie warunki do focenia. W ogole pogoda sie troche chwilowo zepsula, ale mam nadzieje, ze tylko chwilowo.

Kilogram kurczaka – 150Tk (6PLN). Wracam do Cox’s Bazar. Razem z piecioma wiezniami skutymi ze soba kajdankami i powiazanymi lina oraz 2 osobowa policyjna obstawa. Z autobusu wyrzucono jakiegos kolesia (bez zwiazku z wiezniami). Ale nie wiem o co chodzilo, nie jestem jeszcze biegly w jezyku, tym bardziej, ze tu jest jakis inny bengalski bo nawet ludzie z Dhaki go nie rozumieja.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 12:39

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack