16.05
Wspomniany koniec swiata, Banglabandha, zwana tez Zero Point, najpolnocniejszy punkt Bangladeszu. Wybralismy sie na dwoch motorach z kolegami pana Salauddina. Mielismy wyjechac o 10ej, ale to juz tradycja, ze umowienie sie na jakas godzine oznacza wyjazd jakies 2-3h pozniej, bo wczesniej trzeba zaliczyc spotkanka ze znajomymi, herbatki i (w tym przypadku) jaranko gandzi w ogrodku. A po wyruszeniu w trase tez sie nie moze obejsc bez kolejnych checkpointow.
Po drodze, w Tetulii zaliczylismy knajpke, w ktorej sie utwierdzilem o wyzszosci jedzenia bengalskiego nad indyjskim, glownie dlatego, ze w koncu po dlugim poscie trafilem na shutki burta i tomato burta. Knajpka jest prawie naprzeciwko dworca autobusowego gdyby ktos chcial wpasc. Albo gdyby ja chcial tam wrocic.
Wieczorem posiadowa w ogrodku z kolegami Salauddina – Mr. Aktharem, Mr. Bulletem, Mr. Teacherem, Munna Bhaiem itp itd.












Brak komentarzy
RSS :: TrackBack