Gadjo 3.0

Amtali, ferry ghat

26.05

O 7ej rano wybralem sie do ghatu z mysla o zwiedzaniu jednej strony rzeki a potem wpadnieciu na druga na krewetki i tez lekkim obejsciu okolic. Niestety w trakcie zwiedzania pierwszej strony natknalem sie na slub (co tutaj nie jest jakims rarytasem, ale tym razem postanowilem sie wbic na impreze). Twaly dopiero przygotowania, wiec jeszcze 2h sie powloczylem z jednym cwaniaczkowanym typkiem.

A wesele wygladalo nastepujaco. Najpierw pomalowali panne mloda (to byly te przygotowania, ktorych tylko fragment widzialem). Potem przyjechal pan mlody dzielona riksza, ale oczywiscie wynajeta na ta okazje. Wszyscy siedli, muzulmanscy bosowie najpierw cos dyskutowali, potem odbyto kilka minut modlitw i po slubie. Szybko i na temat. Na koniec jeszcze byla wyzerka z wiaderek, po ktorej wszyscy sie rozeszli. Umalowanej panny mlodej nie widzialem, przez caly czas siedziala sobie w pokoju na gorze czekajac na koniec balangi. Potem jeszcze w planach byla impra we wsi pana mlodego, ale to juz sobie odpuscilem.

Pogoda dzisiaj bardzo fajna, litry wody wypite, litry potu wylane. A w nocy nad Barguna przeszla burza. Nie wiem czy byla tak wielka jak mi sie wydawalo czy tylko blaszany i przeciekajacy dach potegowal wrazenie, ale profilaktycznie sie popakowalem na wypadek gdyby zerwalo sufit i musialbym sie ewakuowac pietro nizej.

We wsi z ferry ghatem goscil kiedys przez pare dni jakis japonczyk, ciekawe czy ten sam co w Ramgati.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 06:11

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack