Przez 50 dni w Bangladeszu zapomnialem co to znaczy byc goraco. Ostatni dzien w Kalkucie spedzilem w chlodniejszych miejscach typu kino (“3 idiots”, nic nie kumalem co mowili), pizzeria, kafejka netowa, DHL, wiec jakos przezylem.
W Varanasi niewiele lepiej, tez goraca jak w piecu, ale mniejsza wilgotnosc. I Mother Ganga prawie wyschnieta i duzo pylu w powietrzu i w ogole za kazdym razem jak tu jestem to jest inaczej. Tylko ludzie ci sami, krowy, knajpy (w tym moja ulubiona koreanska knajpa “Shanti”) i wieczorna impreza na ghatach, wiec zdjecia z cyklu “znacie to posluchajcie”.


















Brak komentarzy
RSS :: TrackBack