June « 2010 « Gadjo 3.0

Gadjo 3.0

Barmer, Jodhpur

Z Jaisalmeru pojechalem do Barmeru (ktory byl w moich planach zdaje sie od pierwszego wyjazdu, pewnie dlatego, ze jest blisko granicy z Pakiem), gdzie natknalem sie przypadkiem na kolesia z Khuri. Nie natknalem sie niestety na zaden sensowny hotel, ale, ze miasto ma potencjal w postaci babek jeszcze fikusniej udekorowanych niz gdzie indziej (zapamietac – miejscowosc Baytu na trasie Barmer-Jodhpur) oraz pobliskich gorek to fajnie byloby tu sie poszwedac dluzej. Wiec Barmer odkladam na pozniej.

Czas do konca dnia mi jeszcze zostalo sporo, po raz chyba 4 pojechalem do Jodhpuru, by tutaj dokonac zakonczenia.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 16:10

Mnóstwo komentarzy

RSS :: TrackBack

Khuri

26.06

Mialem tu wpasc z rana, bo wczoraj jakis koles chcial zebym przyjechal, ale troche zaspalem i pojawilem sie kolo 11ej jak juz go nie bylo. Byl za to inny, ktory sobie gral na murli (taki podwojny flecik, jeden wydaje dzwiek o stalej wysokosci i na drugim mozna normalnie grac, dmuchawa jest jedna). Poza tym najciekawsze tu bylo 5-godzinne czekanie na powrotny autobus do Jaisalmeru. Nic tu sie nie dzieje w ciagu dnia, polowa ludzi zapewne pracuje w Jaisalmerze, druga polowa rozgrywa turniej krykieta pare km dalej, tu sie placza tylko dzieci i kilku gosci siedzi sobie przy sklepiku przy glownym skrzyzowaniu.

Gdzies w trakcie czekania pojawil sie jakis koles chcacy jechac do Jaisalmeru, myslalem, ze wlasnie wyszedl bo zaraz bedzie autobus, ale nic z tego. Razem ze mna czekal pare godzin. Jakas godzine przed planowym busem nadjechal jeep, nagle z kilku czekajacych osob zrobilo sie kilkanascie, wszyscy wsiedlismy i ruszylismy do miasta.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 15:59

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack

Jaisalmer, Basanpeer

Basanpeer to jedyna wiocha na trasie Pokaran – Jaisalmer, ktora z okna autobusu wygladala zachecajaco (cala trasa z Phalodi do Jaisalmeru jest zupelnie nieciekawa w odroznieniu od Nagaur – Phalodi), do tego jest jedynie 20km od Jaisalmeru, wiec grzechem byloby nie wpasc. W 100% muzulmanska, w 99% goscinna (poza jednym panem, ktory mnie wygonil, gdybym sie streszczal z fotami byloby ok, ale przegonienie dzieciarni z planu jest awykonalne) i nawet sluby sie zdarzaja. Kolesie maja tu po 2-3 zony, czasami sciagniete z pobliskiego Pakistanu. Ogolnie bardzo sympatycznie i kolorowo, i bajorko jest, przy ktorym sobie na poczatku posiedzialem dopoki wiatr nie przewial chmur. A turysci tu nie zagladaja, bo wola wydmy. I dobrze.

Wrocilem jeepem trzymajac nogi pomiedzy kozami.

W Jaisalmerze (ktory tez zaskakujaco spokojnie sie prezentuje) sezon slubny tez trwa, gdzie sie nie rusze to slychac charakterystyczny weselny rytm, na koniu jedzie pan mlody, za nim parada pieknych pan w pieknych strojach.

Mial byc jeszcze Devikot, 40km na poludnie, ale przez problemy zoladkowe musialem odwolac impreze. Nie wiem czy to przez jakis syf, ktory dodaja do zarcia, czy przez nieswieze off-sezonowe jedzenie czy przez zalatujace plesnia cold-drinki. W Bangladeszu bylem zdrow jak ryba.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 12:21

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack

Ramdeora (Ramdevra)

Po drodze do Pokaranu (do Jaisalmeru ponoc nie ma bezposredniego polaczenia z Phalodi) zobaczylem Ramdeore, wygladajaca na dosyc popularne centrum pielgrzymkowe. Podjechalem jeszcze 10km do Pokaranu zeby cos zdjesc i wrocilem sie w poszukiwaniu mety. Trafilem na jedna z mnostwa dharamsali, moze nie najtansza, ale przynajmniej akceptujaca foreignersow.

Jak na ogolny offseason w tym rejonie Indii to jest tu nawet sporo ludzi, nawet parke foreignersow spotkalem.

I jeszcze jakies wielkie halo bylo, bo wpadl w odwiedziny jakis guru z Gujaratu, wiec wszyscy sie zbiegli zeby go przywitac wykrzykujac co chwila jakies hip hip hura.

W LP o miescie ani slowa, angielski slabo, ale jest gdzie spac i co zjesc, wiec mozna wpadac. Nawet jest bajorko z woda (w odroznieniu od bajorek w Pushkarze i Bundi) na tylach swiatyni.

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 16:28

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack

Au, Laxmannagar, Chadi

22.06

3 wiochy na trasie Nagaur-Phalodi. Mialem jeszcze ochote na jakis skok w bok, bo od glownej trasy co jakis czas odchodza mniejsze, czesto nieutwardzone drozki, ale zrobilo sie troche goraco i troche badziewnie jesli chodzi o warunki do focenia. W Chadi sobie posiedzialem w jednej chalupce jak na zdjeciach sluchajac opowiesci starszego pana o deszcze, ktorego dlugo nie bylo i na ziemi, na ktorej kiedys cos uprawial dzis jest tylko piasek. I ze jest ogolnie bidnie. Tyle co zrozumialem z hindi.

Czesc tubylcow to tzw Bishnoi. Jak ktos nie ma ochoty jechac samemu to masa agencji organizuje wypady do takich wiosek.

Po drodze z ranca maszerowaly grupki kolorowo ubranych babek, gdyby nie to, ze niosly kilofy i nie bylo music bandu, mozna by pomyslec, ze to procesja weselna. Ale to nie procesja weselna tylko laski kopia w ziemi water tanki, ktore beda zbierac deszczowke z nadchodzacego monsunu, zeby przez nastepny rok ludzie mieli co pic.

Nie mam gdzie sie skryc przed upalem, w hotelu rownie goraco jak na dworze

Filed under: Uncategorized — Gadjo @ 16:19

Brak komentarzy

RSS :: TrackBack

Older Posts »